Wywiad miesiąca

Czy urządnicy skarbowi będą sprawdzali karty chorobowe?

 

Dr Andrzej Ignaciuk prezes Polskiego Towarzystwa Mecycyny Estetycznej i Anti-Aging zwraca uwagę na fakt, że uregulowania, które wprowadzają 23-procentowy VAT na usługi są nieprecyzyjne. - Czy urządnicy skarbowi będą sprawdzali karty chorobowe? - pyta w w rozmowie „Nowoczesną Kliniką” dr Andrzej Ignaciuk. Według niego wprowadzenie certyfikatów dla lekarzy w branży było nieuchronne.

 

Panie doktorze, co Pan sądzi na temat wprowadzenia 23-procentowego VATu na medycynę estetyczną?

Jeżeli chodzi o wprowadzenie 23-procentowego podatku VAT na usługi medycyny estetycznej, to nie mamy zbyt dużego pola manewru. Decyzja zapadła w ministerstwie i została zakomunikowana lekarzom. Wydaje się, że definicja usług medycyny estetycznej jest bardzo szeroka. Pod 23-procentowy VAT ogólnie rzecz biorąc podlegają usługi, które nie ratują zdrowia i życia.

Regulacja jest nieprecyzyjna...

To rozróżnienie jest bardzo trudne do określenia. Wydaje mi się, że te wszystkie administracyjne zakusy na szukanie złotówek wszędzie gdzie się da, powodują, także wśród lekarzy, chęć szukania sposobów na ominięcie przepisów. Do tej pory medycyna estetyczna funkcjonowała na bardzo prostych zasadach. Obecnie będzie inaczej. Powstaje pytanie, kto będzie decydował o tym, które procedury są objęte VAT-em, a które nie.

 

Prowdopodobnie poszczególne urzędy skarbowe.

To jest problematyczne rozwiązanie. Czy urządnicy skarbowi będą sprawdzali karty chorobowe? Przecież nie mogą tego robić ze względu na tajemnicę lekarską. Jeżeli ktoś jest chirurgiem plastykiem, to raczej nie będzie przez cały rok leczył ludzi, którzy mają problemy powypadkowe, czy amputacyjne, będzie się zajmował też estetyką – tutaj rozróżnienie jest łatwiejsze. Weźmy jednak pod uwagę dermatologa - jak rozróżnić, czy lekarz usuwający przebarwienia, zmiany potrądzikowe, czy zmiany na skórze potencjalnie niebezpieczne, wykonuje zabieg estetyczny, czy ratujący zdrowie pacjenta?

 

Jest jednak pewna grupa zabiegów wykonywanych w gabinetach medycyny estetycznej, które VAT z pewnością obejmie?

Oczywiście, że tak. Należą do nich np. zabiegi związane z korekcją zmarszczek, poprawiające owal twarzy, czy antycelulitowe, chociaż tu już powoli, być może wkraczamy znowu w obszar działań leczniczych.

 

Czy PTMEiAA próbowało działać w kierunku doprecyzowania przepisów?

Wysłaliśmy pismo do izby lekarskiej w tej sprawie, czyli do naszego przedstawiciela w kontaktach z Ministerstwem Zdrowia. Prosimy o wpłynięcie na ewentualną zmianę, czy doprecyzowanie przepisów. Jednak obawiam się, że skutki naszych interwencji mogą być niewielkie. Ochrona zdrowia boryka się z tysiącem innych problemów.

 

Jaki będzie skutek wprowadzenia VATu?

Niewątpliwie opodatkowanie odbije się na cenach zabiegów w medycynie estetycznej. Ktoś, kto zarabiał wcześniej dajmy na to 500 zł, nie pójdzie na to, żeby teraz za tą samą pracę zarabiać 385 zł, jeszcze w sytuacji, kiedy wszystkie koszty działalności rosną. Podwyżki są nieuchronne. Mam sygnały od lekarzy, że podwyższają ceny zabiegów.

Trudno mi powiedzieć, czy to dodatkowe opodatkowanie przyniesie pozytywny skutek, także dla budżetu. Podwyżka cen spowoduje mniejszą liczbę zabiegów. Lekarze zarobią mniej, mniej kupią materiałów, mniej sprzedadzą firmy związane z branżą, mniej ludzi zatrudnią. To jest system naczyń połączonych. Nie odkrywam tu Ameryki. Po prostu, kiedy coś działa, to zastanawiam się, czy jest sens wyhamowywać rozwój rynku.

Działania rządu nie wzbudzają zaufania. Niestety trudno liczyć na długofalową stabilizację. Zmiana jest peramnentna.

Jeszcze dochodzi konieczność wprowadzenia kas fiskalnych?

Wprowadzenie kas fiskalnych wiąże się z osiągnieciem pewnego progu przychodów. Jednak ten próg jest dosyć niski, więc sądzę, że większość lekarzy sprawnie funkcjonujących będzie musiała te kasy wprowadzić. W tym przypadku także powstają pewne wątpliwości. Chociażby nie ma żadnych możliwości, żeby pacjenci korzystający z usług medycyny estetycznej, mogli cokolwiek odliczyć od swoich przychodów. Gdyby mogli, może z punktu widzenia lekarzy dokumentacja na kasach miałaby jakiś sens. W przeciwnym razie jest to tylko dodatkowy obowiązek biurokratyczny. Mogą pojawić się pewne problemy, szczególnie w małych gabinetach, z logistycznym poradzeniem sobie z tymi kasami.

 

Obawiano się, że poprzedni rok na rynku medycyny estetycznej będzie trudny. Jakie są Pana prognozy na ten rok?

Obawiam się, że obecny rok może być jeszcze trudniejszy. To wynika prawdopodobnie z sytuacji gospodarczej w kraju i ze spadku nastroju optymizmu. Z moich obserwacji wynika, że sytuacja materialna wielu ludzi wcale się nie poprawiła, wbrew głosom o końcu kryzysu. Mam sygnały od lekarzy, że pacjentów jest trochę mniej, że stać ich na mniej. 2011 raczej nie zapowiada się na najlepszy rok w medycynie estetycznej, wręcz może być gorszy, niż poprzedni. Obym się mylił.

Podsumowując z perspektywy czasu muszę powidzieć, że 2010 r. był całkiem udany. Towarzystwo po raz kolejny zorganizowało kongres lekarzy medycyny estetyczne,j który cieszył się ogromną popularnością – niewątpliwie jest to obecnie największe wydarzenie kongresowe w Polsce w zakresie estetyki lekarskiej. Żaden inny kongres nie może się w ogóle równać jeżeli chodzi o liczbę wykładowców, czy poziom naukowy.

W końcy staliśmy się w 2010 r. towarzystwem lekarskim. Wcześniej byliśmy sekcją przy Polskim Towarzystwie Lekarskim. Obecnie ciągle jesteśmy związani z PTL, ale z drugiej strony jesteśmy samodzielną organizacją naukową w branży medycyny estetycznej.

Wprowadziliśmy na początku tego roku certyfikację lekarzy medycyny estetycznej.

 

Jak Pan ocenia wprowadzenie certyfikacji?

Pod koniec stycznia b.r. certyfikaty PTMEiAA otrzymało pierwszych 100 lekarzy. Moim zdaniem to musiało się zdarzyć. Jakaś próba uporządkowania tego, co dzieje się na rynku medycyny estetycznej musiała się pojawić.

Dobra medycyna estetyczna to medycyna bezpieczna, rozsądna, medycyna przez duże „M”. Niestety na rynku dużo jest medycyny przez małe „m”, polegającej na tym, że niewykwalifikowany człowiek nauczy się dwóch, trzech zabiegów i je wykonuje bez całego zaplecza, fundamentów w postaci wiedzy medycznej i specjalistycznej wiedzy, dotyczącej estetyki lekarskiej.

Uważam, że żadne kursy nie nauczą dziedziny, jaką jest medycyna estetyczna. na kursach można doskonalić umiejętności. Potrzebna jest dłuższa nauka, którą zapewnia chociażby szkoła, którą stowrzyliśmy już 10 lat temu. Nasza szkoła należy do Europejskiego Stowarzyszenia Szkół Medycynye Estetycznej, która gwarantuje ujednolicenie programów. Nauka trwa 3 lata.

Rynek estetyczny



Kalendarz

Poprzedni miesiąc maj 2012 Następny miesiąc
Pn Wt Śr Cz Pt So N
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3

Najnowszy numer

e-wydanie