Certyfikaty wskażą lekarzom kierunek
Z państw europejskich Polska jest chyba najbardziej rozwijającym się krajem. Przejawiamy sporo inicjatywy, jesteśmy nastawieni na pacjentów, sukcesy, nowości – mówi dr Andrzej Ignaciuk, szef Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging. – Dowodem na to jest liczba uczestników Kongresu.
Wkrótce odbędzie się X Międzynarodowy Kongres Medycyny Estetycznej i Anti-Aging. Jaka będzie tematyka wiodąca tego spotkania? Ilu spodziewają się Państwo uczestników – prelegentów i gości?
Na trzy tygodnie przez Kongresem mamy już ponad 700 zapisanych uczestników. To dużo. Liczba wykładowców, liczba wykładów, długość trwania Kongresu (wcześniej były to dwa dni – sobota i niedziela; teraz rozpoczynamy już w piątek), czas wykładów, liczba workshopów, czyli pokazów w trakcie wykładu – to wszystko świadczy o tym, że się rozwijamy. W liczbach wygląda to następująco: pokazów, z których każdy trwa godzinę–półtora, będzie około 50, wykładów zaplanowaliśmy blisko 40 godzin. Zwiększa się także liczba wystawców, co bardzo nas cieszy. Są firmy, które czekają, aż się zwolni miejsce. To dobra okazja do zaprezentowania swojej oferty. Przewidujemy, że wraz z wystawcami uczestników Kongresu będzie dobrze ponad 1000 (rok temu w Kongresie wzięło udział 1000 uczestników, w tym ok. 750 lekarzy i 60 wykładowców z 7 krajów – przyp. red.). W piątek do południa i w poniedziałek, czyli przed Kongresem i po nim, będą się odbywały kursy, z których każdy potrwa 3–4 godziny.
Chcemy na tym Kongresie poznać nowości, podyskutować o tym, co było stosowane do tej pory. Duże zainteresowanie wzbudzają techniki laserowe…
Tegoroczny Kongres jest jubileuszowy – dziesiąty. Czy w związku z tym spotkanie będzie miało inny niż dotychczas charakter? Czy zaplanowali Państwo coś specjalnego na tę okoliczność?
Tak, rzeczywiście jest to jubileuszowy Kongres, dlatego przygotowaliśmy specjalną oprawę. Będzie uroczysta kolacja dla tak zwanych VIP-ów, czyli osób związanych z Towarzystwem i zasłużonych dla Towarzystwa, oraz wykładowców. Chcemy, żeby tegoroczny Kongres miał charakter bardziej uroczysty. W tym celu m.in. zostanie wydany i przekazany naszym gościom specjalna nazwijmy to kronika podsumowująca działania Towarzystwa. To nie będzie teoria. Kronika ta powstanie na podstawie dokumentów, które będą skserowane, skopiowane i czasami skomentowane. Materiał ten, jak i wiele innych, będziemy rozdawali na Kongresie. Uroczystość wiąże się także z piątkową oficjalną kolacją dla wspomnianych osób i zaproszeniem na koncert chopinowski w Łazienkach. Mam nadzieję, że to wszystko będzie bardzo uroczyste.
Towarzystwo zamierzało wprowadzić certyfikaty dla lekarzy medycyny estetycznej. Pierwsze takie certyfikaty miały zostać rozdane na Kongresie. Czy tak się stanie? Na jakim etapie jest praca nad certyfikacją?
Dotyka pani istotnej kwestii. Dopiero od trzech miesięcy jesteśmy oficjalnie Towarzystwem, dlatego zaawansowane prace nad certyfikacją trwają tak naprawdę od niedawna. Nie chcieliśmy firmować tego przedsięwzięcia jako Sekcja, więc czekaliśmy, aż oficjalnie powstanie Towarzystwo. Na Kongresie będą rozdawane materiały poświęcone certyfikacji. Ta informacja zostanie przekazana na konferencji prasowej. Zaplanowaliśmy to w ten sposób, że lekarze, którzy będą chcieli należeć do grupy certyfikowanych, będą mogli się zgłaszać w trakcie trwania Kongresu.
Jakie są kryteria certyfikacji? Kto zasiada w komisji weryfikacyjnej wydającej certyfikaty?
Kryteria są dosyć proste: odpowiednie wykształcenie z zakresu medycyny estetycznej, uczestnictwo w kursach i konferencjach, odpowiednie zasady etyczne, wybrane zabiegi. Dla nas jest ważna medycyna oparta na faktach, stąd nie wszystkie zabiegi będziemy akceptowali. Powstanie też rodzaj takiej komisji – ciała, które będzie decydowało o przyznawaniu certyfikatów. Myśleliśmy też o dwuletniej lub corocznej weryfikacji. Pracujemy nad tym.
Co roku są organizowane rankingi najpopularniejszych zabiegów medycyny estetycznej. Czy w Polsce widać jakieś tendencje? Które zabiegi są najpopularniejsze, a których wykonuje się coraz mniej?
Tak naprawdę niewiele się zmienia. Cały czas najpopularniejsze są zabiegi związane z twarzą: kwas hialuronowy, botoks, kwas polimlekowy, zabiegi stymulujące, coraz więcej jest też zabiegów z wykorzystaniem własnych tkanek, na przykład własnej tkanki tłuszczowej. Rozwija się wszystko, co jest związane z techniką laserową. W medycynie anti-aging natomiast jakichś większych rewolucji nie ma.
Ma Pan bogate doświadczenie zagraniczne. Jak Pan ocenia polski rynek medycyny estetycznej w porównaniu z rynkami krajów zachodnich? Czego brakuje jeszcze w Polsce?
Uważam, z całą odpowiedzialnością za słowo, że z państw europejskich jesteśmy chyba najbardziej rozwijającym się krajem. Mam tu na myśli liczbę uczestników, na przykład Kongresu, o skalę, zaangażowanie, szkolnictwo. Nie jesteśmy zapewne krajem, który ma najwyższy potencjał, bo niewątpliwie w takich państwach jak Hiszpania czy Włochy jest on większy, ale u nas ta skala zmian jest stale wznosząca się. Przy czym w innych krajach jest na stałym poziomie lub nawet opada. Jesteśmy krajem, który przejawia sporo inicjatywy, jesteśmy „głodni” na pacjentów, na sukcesy, na nowości. A czego brakuje? Na pewno jasnych reguł postępowania, jeśli chodzi o to, kto może wykonywać dane zabiegi, a kto nie może tego robić. Ale nie ma co ukrywać – takich reguł nie ma nigdzie na całym świecie. My poprzez certyfikację staramy się przynajmniej wskazywać kierunek, choć jesteśmy świadomi, że za rok, pięć czy dziesięć może być inaczej.
Jak Pan zatem ocenia rozwój medycyny estetycznej w Polsce?
Wciąż się rozwijamy. To widać. Mamy energię. Klientów też przybywa. Dla nas powinno być ważne przede wszystkim to, co dotyczy zachowania dobrego stanu zdrowia, wyleczenie, ewentualnie rehabilitacja, a dopiero później estetyka – a nie za wszelką cenę estetyka. To ma być estetyka poprzez wyrównywanie jakichś zaburzeń. Na tym polega ta czystość – „przezroczystość”, na której nam zależy w naszej pracy.
Medycyna estetyczna nie jest zawłaszczona przez jakąś jedną specjalizację. To nie jest dziedzina, której można się nauczyć, robiąc specjalizację X, a nie Y. To jest dziedzina biorąca z wielu specjalizacji. Wiedza jest specyficzna, bo koncentruje się na defektach estetycznych.
Na koniec zapytam o wnioski po Kongresach, które już za nami – jak te spotkania wpływają na środowisko lekarzy medycyny estetycznej i anti-aging?
Po Kongresie ludzie – lekarze – zaczynają mieć punkt odniesienia, widzą, co jest medycyną, a co nią nie jest, mają ochotę, by doskonalić swoje umiejętności, by uczyć się. Kongres daje bodziec do zmiany i poszukiwania informacji.
Dla mnie ważna jest jeszcze jedna rzecz – chcę stworzyć więź między tymi ludźmi, bo to jest grupa, która ma w miarę możliwości trzymać się razem. To ludzie, którzy współpracują, są takim pozytywnym lobby. Trzeba pokazywać pozytywne cechy medycyny estetycznej. Zależy nam na uczciwym rozwoju tej dziedziny, tak żeby pacjent miał wybór, żeby to pacjent decydował, do którego lekarza się zwróci – czy do tego, o którym coś wie, zna jego historię zawodową, zna opinie na jego temat, czy do takiego, o którym nic nie wiadomo.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Aneta Maciągiewicz





MbMedia, ul. Pruszkowska 17, 02-119 Warszawa, Tel.: (22) 867 27 50, Fax: (22) 824 70 16