Połowa badań USG w sektorze prywatnym
Według szacunków Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego w 2009 r. w Polsce wykonano ponad 13,5 mln badań USG. Prof. Wiesław Jakubowski, Przewodniczący PTU zwraca uwagę na fakt, że blisko połowa z nich odbywa się w sektorze prywatnym. - Wieloletnie doświadczenia wielu bogatszych od Polski krajów pokazują, że żadnego państwa nie stać na wyłącznie publiczną medycynę – twierdzi Prof. Jakubowski
Jak Pan Profesor ocenia wyposażenie placówek w Polce w aparaty USG?
Wydaje mi się, że sytuacja systematycznie się poprawia. Jednak są dwie rzeczy, które cały czas stanowią barierę w rozwoju. Ciągle brakuje nam pieniędzy i ciągle w państwowej służbie zdrowia nie ma planowania zakupu aparatury. Średnio aparaty pracują na świecie w państwach o bardziej uporządkowanej medycynie około pięciu lat. W tym czasie sprzęt się amortyzuje i niejako automatycznie kupowane są aparaty nowszych generacji. Takie planowane wyposażanie placówek dzieje się już, ale na poziomie niepaństwowej służby zdrowia. W wielu ośrodkach prywatnych aparatura jest jakościowo lepsza, niż w ośrodkach publicznych, nawet akademickich.
Panie profesorza, czy diagnostyka obrazowa, np. ultrasonografia mogłaby być w ogóle prywatna, skoro w tym momencie ta sfera prywatna lepiej sobie radzi?
Jest to bardzo szerokie zagadnienie. Na ten temat toczy się dusykusja. Czy medycyna, zgodnie z zapisem konstytucyjnym, ma być bezpłatna, czy też ma być częściowo odpłatna. Według mnie wieloletnie doświadczenia wielu bogatszych od Polski krajów pokazują, że żadnego państwa nie stać na wyłącznie publiczną medycynę. Ona musi być współfinansowana. Wydaje mi się, że medycyna powinna być nie tyle refundowana, co współfinansowanie powinno być częścią zobowiązań podatkowych. Co ważne, w medycynie musi pojawić się konkurencja. W prywatnym sektorze ta konkurencja już istnieje, w publicznym sektorze jej nie ma. Wynika to z tego, że jest jeden płatnik. Dopóki nie będzie konkurencyjnych firm, równoległych do NFZ niewiele się zmieni. Narodowy Fundusz Zdrowia, będąc instytucją dysponującą chyba największą pulą pieniędzy w Polsce, liczonych w dziesiątkach miliardów, nie prowadzi kontroli jakości swoich usług. Płaci za bylejakość i za wysoki poziom usług tak samo. Dla mnie jest to rzecz dziwna. Wydaje się pieniądze, nie kontrolując jakości tego, na co są wydawane. Sprawa pomiaru jakości w medycynie jest do zrobienia, ale musiałyby być stworzone specjalne służby.
Wracając do oceny sektora prywatnego, to ma się on dobrze, rozwija się. Koledzy inwestują w aparaty najwyższej klasy, które do niedawna były tylko w ośrodkach referencyjnych, uniwersyteckich, akademickich. Wedle szacunków Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego, liczba badań USG wykonywanych w sektorze prywatnym zbliża się do liczby badań wykonywanych w sektorze państowym.
Jakie to są liczby?
Z naszych szacunków wynika, że w 2009 r. w Polsce we wszystkich sektorach służby zdrowia wykonano ponad 13,5 mln badań USG. To są duże liczby. Blisko połowa z nich została wykonana w sektorze prywatnym.
Słyszałem opinie lekarzy, że refundacja procedur diagnostyki obrazowej z NFZ, jest na realnym poziomie. Jak to wyglada w przypadku USG?
Poza nielicznymi badaniami NFZ w ogóle nie płaci oddzielnie za badania USG. Koszt badania USG włączony jest na poziomie lekarza rodzinnego w to co dostaje per capita. Nie ma wydzielonej diagnostyki USG. Na poziomie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej USG jest wliczone w poradę specjalistyczną. To powoduje długie kolejki, nie można profilaktycznie wykonywać badań, tak jak powinny być wykonywane.
NFZ płaci za część badań echokardiograficznych, głównie kwalifikujących do operacji kardiologicznych. Fundusz płaci za badania dopplerowskie, z tym, że znacznie ogranicza możliwość ich wykonywania przez fakt niedopuszczania osób, które potrafią to robić, a które nie spełniają warunków określonych przez NFZ. Jest to kolejna rzecz, która wydłuża kolejki. Fundusz płaci też za biopsje monitorowane pod kontrolą USG i to właściwie wszystko. Wszystkie inne badania USG są ukryte w innych procedurach. My jako Towarzystwo prowadziliśmy wiele rozmów z Funduszem na ten temat, ale bezskutecznie.
Powinno się wydzielić te badania USG, jako oddzielne procedury?
Diagnostyka powinna być wydzielona. Oczywiście pieniędzy nie starczy na wszystko, ale jednak powinna być wydzielona np. procentowo w ramach działalności lekarza rodzinnego lub ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Nie mówimy w tym momencie o sposobie rozliczania ultrasonografii w szpitalu, ponieważ to jest trochę inne zagadnienie. Brakuje przejrzystości zasad refundacji, co skutkuje niedodiagnozowaniem, ponieważ w ramach okreśonego kontraktu koledzy lekarze oszczędzają jak mogą.
Problemy te wynikają między innymi z faktu, że możliwości ultrasonografii systematycznie się rozszerzają.
Nie ma właściwie już specjalności medycznej, która nie korzysta z możliwości diagnostycznych ultradźwięków. Wszyscy korzystają z tych możliwości, od diagnostyki prenatalnej, poprzez neonatologię, pediatrię, wszystkie inne kliniczne zastosowania, czy medycynę ratunkową. Nie chodzi tylko o diagnostykę, ale także np. monitorowanie docelowych wkłuć, drenaży. USG jest pomocne również przy miejscowym podawaniu leków, a więc przy terapii. Ten postęp w ultrasonografii jest imponujący i stały.
On wynika z postępu technologicznego?
Zdecydowanie postęp technologiczny odgrywa tu ogromną rolę. Rozwijają się bardzo szybko tzw. programy użytkowe. Ultrasonografia objętościowa, nazywana 3D-4D, elastografia, czyli ocena ściśliwości tkanek i narządów. Ogromny postęp dokonuje się w obszarze ultrasonograficznych środków kontrastujących. Daje to możliwość oceny unaczynienia na poziomie makro naczyń, makrowaskularyzacji, mikrowaskularyzacji. Umożliwia ocenę napływu przebywania i odpływu środków kontrastujących. Ich zastosowanie zwiększyło efekt dopplerowski aż o 35 decybeli, co pozwoliło nam zejść na poziom oceny unaczynienia w naczyniach krwionośnych poniżej 1 mm średnicy, a więc na poziomie mikrowaskularyzacji. Postęp nie dotyczy tylko i wyłącznie programów, ale również miniaturyzacji aparatów. Zawsze podkreślaliśmy, że ultrasonografia ma dużą zaletę polagającą na tym, że aparaty są jezdne. W tej chwili mamy już także bardzo ciekawy sektor aparatów kompaktowych, które mają rozmiary klasycznego laptopa, bądź nawet mniejsze.
Dużo mówi się o możliwościach obrazowania 4D. Niektórzy lekarze uważają ten rodzaj obrazowania za swego rodzaju dodatek, nie mający istotnego znaczenia diagnostycznego. Co Pan o tym myśli?
Nie zgadzam się z takim stanowiskiem. Przykładem klasycznym jest zastosowanie ultrasonografii objętościowej 4D w diagnostyce prenatalnej. To jest standard, to jest rutynowe badanie. Dokładnie wiemy, że dzięki trzeciej płaszczyźnie, tzw. koronalnej, czy też z lotu ptaka, patrzenie na dany narząd jakby z góry, dostajemy dużo różnych informacji morfologicznych. Badanie 3D, czy 4D jest badaniem ogromnie dynamicznym. Mamy w tej chwili, tak jak w klasycznej tomografii komputerowej, obrazowanie 3D. Jesteśmy w stanie wybrać sobie z góry założone cienkie plastry do projekcji, w celu lepszej oceny morfologicznej. Tego typu obrazowanie ma cały szereg zastosowań takich jak diagnostyka naczyniowa, diagnostyka w urologii.
Rozwój technologiczny obrazowania USG idzie w tym kierunku. Podobnie było z kolorowym dopplerem, który jak wchodził, wywołał pewne opory. Mówiło się, że to tylko dodatek, a w tej chwili jest rutyną. Praktycznie po wykonaniu obrazu biało-czarnego, należy natychmiast włączyć opcję dopplerowską, zarówno do oceny jakościowej, jak i do bardzo szczegółowej oceny ilościowej. Absolutnie uważam, że obrazowanie 3D, 4D jest jednym z programów użytkowych, jedną z opcji ogromnie przydatnych diagnostycznie. W mojej ocenie ona będzie coraz lepiej wykorzystywana. Myślę, że w ciągu pięciu najbliższych lat, tak jak kolorowy doppler, stanie się rutyną, częścią wymaganą standardami badań USG w wielu narządach.
Rozmawiał: Daniel Mieczkowski





MbMedia, ul. Pruszkowska 17, 02-119 Warszawa, Tel.: (22) 867 27 50, Fax: (22) 824 70 16